W zbożu

Z początkiem czerwca zostałam zaproszona do Alicji. Przez telefon powiedziała mi, że najładniej jest u Niej pod domem, 

Z lekkim niedowierzaniem i niepokojem – nie lubię robić zdjęć na nieznanym mi „gruncie” – pojechałam kilkanaście kilometrów od Gliwic. W dniu sesji ciągle „wisiałyśmy” na telefonie, bo rankiem padało. I dzień wcześniej też lało, jak z cebra. Zresztą nawet jak już jechałam do Nich, chmury wciąż groziły mi, że coś z tego będzie.

Chmury miały rację – coś z tego było – piękna sesja pod lasem, na pięknej dzikiej łące, wśród zbóż i o zachodzie słońca. I ze wspaniałymi ludźmi. 

Wszystko co kocham!

Close Menu